Ostatnio wiele się wydarzyło, jak dla mnie.
Mój kochany łobuziak poszedł do akademii maluszka, jak planowaliśmy. Niestety skończyło się na pierwszych 3 dniach edukacji żłobkowej, bo.. szybko tam złapał infekcję. Na tyle ciężką, że dwa tygodnie przesiedział w domu.Pierwszy tydzień ze mną, a drugi z tatą.
Drugi tydzień z tatą, bo mama wróciła do pracy. Pierwszy tydzień w pracy mam już za sobą, ale wierzcie, nie było mi łatwo. Przyzwyczaiłam się do mojego brzdąca, że mam go przy sobie i na oku. Tym bardziej, że zostawiłam go chorego w domu. Tak, wiem, że pod opieką taty..ale mimo wszystko martwiłam się i myślałam. Nadoopiekuńcza i przewrażliwiona matka? Nic na to nie poradzę. Tak jest i tak będzie.
Podobnie było z pierwszym dniem Hubcia w akademii maluszka.
Łzy mi popłynęły, gdy drzwi się zamknęły za mną.Zostawiłam go. Wiem, że został wówczas pod dobrą opieką. Niestety smutek był silniejszy.
Chorowanie synka dało mi do myślenia.Do akademii maluszka nie będzie już uczęszczał.Jest alergikiem, więc łatwiej "łapie" wszelkiego typu infekcje i więcej czasu potrzebuje, aby je pokonać.
Przypadkiem dowiedziałam się, pocztą pantoflową o pewnej pani, która opiekuje się dziećmi i mieszka niedaleko nas, że będzie w niedługim czasie dyspozycyjna.
Zaprosiliśmy ją na rozmowę.Bardzo nam się spodobała, a co ważne moim dzieciom.
Będzie z nami za miesiąc!:) Zapłacimy naszej nowej Opiekunce niewiele więcej, niż obecnie płacimy za żłobek, ale co tam.Pieniądze to nie wszystko.
Dzisiaj, po długiej przerwie byliśmy na spacerze i na placu zabaw.














