Siedmiotalatka z dosłownie i w przenośni kluczem na szyi. Wiecie co mam na myśli.
Kiedyś to była norma i nic nadzwyczajnego.
![]() |
Źródło |
Rodzice wychodzili rano na siódmą czy szóstą do pracy. Budził mnie głośny dźwięk ruskiego budzika. W domu pusto. Na stole kuchennym rodzice zostawiali mi śniadanie. Przeważnie był to już lekko zeschnięty biały twarożek i kromki chleba.
Do szkoły miałam na przykład na 12- tą. Nie lubiłam być w domu sama do południa. Moim rytuałem było wyjście do przyjaciółki, z którą notabene chodziłam do II b.
Przygotowywałyśmy budyń i kisiel z torebki. A, i raz udały nam się szyszki z ryżu preparowanego i krówek.
Potem do szkoły, około 15-20 minut spacerkiem.
Mama zapisała mnie też na angielski i na balet. W III b sama kupowałam sobie bilet w kiosku, wsiadałam do autobusu i jechałam te kilka przystanków do centrum miasta.
W IV b sama upiekłam szarlotkę. Była nierówna. Z jednej strony była wyższa,
z drugiej wyglądała jak zakalec; wina naszego, starego, gazowego piekarnika. To przecież nieistotne, bo smakowała wyśmienicie.
z drugiej wyglądała jak zakalec; wina naszego, starego, gazowego piekarnika. To przecież nieistotne, bo smakowała wyśmienicie.
W IV klasie sama szyłam na maszynie ubranka dla lalek. Oczywiście, jak nikogo nie było w domu. Pościnałam wszystkie śliczne materiały mamy.
Przerobiłam w praktyce całą książeczkę (którą pożyczyła mi ciocia Basia) zatytułowaną coś w stylu "robótki na drutach od A do Z". Moją dumą była różowa opaska, która zrobiłam warkoczem.
A, od przedszkola ulubionym zajęciem były fikołki i inne akrobacje na trzepaku. Takim prawdziwym stalowym, umocowanym na betonie, tuż obok śmietnika.
Mając 4 lata rodzice nauczyli mnie sznurować buty. Wtedy tylko sznurowane buty miałam. Nie pamiętam, żebym miała na rzepy.
Moja młodsza siostra, mając 5 lat wspinała się na drzewa. Jej ulubionym drzewem była płacząca wierzba na przeciwko bloku, która sięgała do około pierwszego piętra.
Chodziła też po dachach i płotach. Czasem znikała na dwie godziny z koleżankami z bloku.
Nikt nie panikował. Wiedzieliśmy, że gdzieś poszła i pewnie niebawem przyjdzie.
Piszę o tym wszystkim nie po to, żeby się przechwalać.
Porównuję rzeczywistość w mieście; jak to było kiedyś i jak jest teraz. Teraz, na przykład sporo rodziców wozi dzieci do szkoły. Też pewnie tak będę robić.
Zawozi do przedszkola, odwozi z przedszkola. Potem windą na piętro. Jak dziecko siedmioletnie ma mieć wyobraźnię przestrzenną i nie zgubić w terenie?
Nie dramatyzuję. Wiem, że czasy się zmieniły. Jest więcej samochodów na drogach i czyhających zagrożeń. Media też mają w tym swój udział.
Staram się być rodzicem, który daje dziecku więcej bezpiecznej swobody, ale nie wychodzi mi to. Hamuję się, ale wciąż wypowiadane są przeze mnie słowa przestrogi: nie rób tak bo się uderzysz, ostrożnie, nie tam, nie wolno, uważaj, bo wejdziesz w kupę, nie bierz do buzi piasku, bo brudny i pełno bakterii, a fe itd.
Zabraniam czasami nieświadomie poznawać dziecku świat. Nic na to nie poradzę, jestem nadopiekuńcza i wiem to. Wciąż nad tym pracuję.
Zobaczymy czy za dwa lata moja córka pojedzie sama do szkoły, no, może bez klucza na szyi.
W związku z powyższym mnie jest zwyczajnie przykro, że moje córy (15mcy i 4 lata) wychowują się w dzisiejszym świecie. No wiem, że inaczej się nie da :) ale uważam, że mój świat był lepszy i, paradoksalnie, chociaż bez komórek (często bez normalnego telefonu!), bez aut, bez mamy ciągle u boku - bezpieczniejszy. Mimo wszystko.
OdpowiedzUsuńTez mam podobne przemyślenia.. niestety inne czasy.
UsuńOtóż to. Sami na własne życzenie wsadzamy nasze dzieci w złote klatki .... a potem one siedzą do czterdziestki w domu i nie są w stanie się usamodzielnić.
OdpowiedzUsuńO, na przykład tak i też może się zdarzyć. Mama ugotuje, upierze, czego więcej potrzeba?:) Po co wyprowadzać się.
UsuńW dzisiajszych czasach na dzieci sie uwaza i to za bardzo.Oczywiscie zyjemy w zakreconym swiecie ale to wszystko przez media czy 30lat temu nie bylo porwan dzieci bylo? ale nie bylo tak naglasniane w mediach, chociaz moja kruszynka ma 3miesiace to wiem ze bede na nia dmuchac i bede nadopiekuncza ale zjedzenie piasku ,siniak na kolanie i wlasne doswiadczenie to wszystko to co krztaltuje nasze dzieci na madre i samodzielne a nie na fajtlapy ktore w wieku 14lat nie widze gdzie kupic bilet , lub nie wychodza na dwor bo brakuje znajomosci. Nasze dziecinstwo bylo calkiem inne dzieciaki od rana do wieczora byly na podworku a w dziesiejszych czasach internet telefony i wszystkie bajery zastepuja kolezanki wiec my jako rodzice musimy sprawic by nasze dzieci byly szczesliwe i to na podworkach z poobijanymi kolanami potarganymi spodniami. I nie widze w tym nic zlego jako 7latka ktora wychodzi sama z domu bo rodzice pracuja! pozwolmy naszym dzieciom od czasu do czasu zadbac o siebie
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i odkrylam nowa perelke blogowa:D
Dziekuję:)
UsuńZgdzam się, zupełnie inaczej wszystko wyglądało, były tylko 2 programy TV i bodajże 2 stacje radiowe, zdecydowanie mniej samochodów, a przez to większe bezpieczeństwo - tak to widzę.
Ale nie dajmy sie zwariować. Intuicja matczyna podpowie:)