W drodze powrotnej do domu wstąpiłam do niedużego warzywniaka.
![]() |
Źródło |
Wybrałam to i owo. Przede mną oczekiwały na swoją kolej około 3-4 osoby. Poczekam, a co tam. Młody mężczyzna sprawnie obsługiwał, ale widać, że myślami był gdzie indziej. Albo zmęczony. Zamiast 60 dkg ogórków małosolnych zważył pani 38 dkg, zapomniał jeszcze o czymś. Nieistotne. Był oczywiście miły i uprzejmy. Pewnie właściciel, pomyślałam sobie. Nie myliłam się.
Przyszła moja kolej. Pytam się czy jest kasza orkiszowa, jeśli nie ma, to czy w ogóle jest w sprzedaży itd.
Odpowiedział mi, że ogólnie jest, a niestety dziś nie ma, bo wczoraj żona nie zrobiła zamówienia, dlatego, że...urodziła dziś syna. Ich pierwsze dziecko! Obcy człowiek mi to powiedział.
Gratulacje! - mówię.I tak sobie porozmawialiśmy. Przyjemna i wesoła atmosfera.
Zrobiło mi się też żal tego pana. Nie pojechał do żony do szpitala, bo.. musiał pilnowaćć biznesu. Czy łatwo znaleźć, ot tak, zastępstwo?
Tak sobie myślę, że .. przecież powinien teraz być przy swojej małżonce. Ciekawe czy jutro będzie?Następnego dnia za ladą sprzedaje... starszy pan. Jego Tata! Nie musiał zamykać sklepiku, rodzice mu pomagają. Jest z żoną. Wspaniale.
Takie niebanalne rzeczy, a potrafią wzruszyć.
Dokładnie. Szczęście, że ma rodziców
OdpowiedzUsuńPo pierwsze- ładny ten Wasz osiedlowy warzywniak.
OdpowiedzUsuńPo drugie- wzruszające, naprawdę. I takie... prawdziwe właśnie. Takie czasy...